Nasze koty

PASIAK


Pojawił się w naszym ogrodzie po ostrej zimie 2005/2006. Był rozpaczliwie głodny i bardzo skrzywdzony bo miał złamaną żuchwę i wybite część zębów. Trudno powiedzieć ile ma lat ale jest lękliwy i boi się gwałtownych ruchów, obcych ludzi, psów i Lumpka.

LUMPEK



Wygląda jak kot norweski leśny lub długowłosy syn Miltona. Pojawił się tak jak Pasiak po zimie tylko 2006/2007. Jest jeszcze młodym kotem i nie wie co mu wolno a czego nie. Gania pozostałe koty w zabawie, ale one tego nie rozumieją i nie są zbyt zadowolone z jego pobytu w naszym domu. Lumpek bardzo by chciał wychodzić na noc na łowy ale mu nie pozwalamy. Czasami wymknie się i lumpuje do rana jak to Lumpek. Potem śpi do wieczora.

KAROLKA


Mieszkała całe życie u naszych sąsiadów. Była żoną Filipa, jest matką Gustawa i babką Noemi. Gdy bardzo poważnie zachorowała ( guzy gruczołu mlekowego i zaawansowana parodentoza) zdecydowaliśmy się na operację. Operacje (dwie) się udały, była zima i Karolka nie chciała już spać na dworzu ale w domu przy grzejniku. Za to latem spędza czas u sąsiadów w ogrodzie i tylko na noc przychodzi do domu.

RUBENS


Przyszedł tak jak Lumpek „ze wsi”. Jest rudym krótkowłosym kocurem. Dwa dni po kastracji spał w naszym łóżku. Nigdy nie wierzyliśmy, że rudy kot jest zdrowy, ale Rubens ma faktycznie zdolność ogrzewania bolących rąk lub kręgosłupa a temperaturę ciała ma chyba wyższą niż inne koty bo grzeje jak piecyk. Jest trochę za gruby. Wychował się z Lukiem i w ogóle nie ma lęku przed psami, pozwala się lizać, tarmosić i naciskać. Nie drapie ani nie gryzie.

TRINITY


Pojechałam po rudego kocurka do adopcji do naszej przyjaciółki Janki a jak zobaczyłam maleńką trójkolorową koteczkę zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Pozostała maleńka, ale bojowa. Potrafi zmusić nawet stare koty do zabawy.

HUBA
To był początek listopada 2011.
Wyjechałam rano samochodem z domu i na najbliższym skrzyżowaniu zobaczyłam z przerażeniem małego kotka chodzącego po jezdni. Pomyslałam: A kysz !!!, w domu pełno kotów a tu kolejny, Paweł mnie wyrzuci razem z nim. I pojechałam dalej. Ale po przejechaniu kilometra myślę sobie: A jak bede wracać i kotek będzie leżał rozjechany? O nie! No i z powrotem. Kotek był i dalej spacerował po jezdni. Zawołałam. Przyleciał. Złapałam i do samochodu. Sprawdzam płeć – kotka. Wjeżdżam na podwórko a Paweł stoi przy bramie. Z drżeniem serca pokazuję kotkę a on mówi: O, jaka śmieszna. Oglądamy ja z bliska – jest czarna ale jakby posypana srebrnym pyłem a nos i końce uszu ma szare i omszałe jak… huba mówi Paweł i mamy nową kotkę o imieniu Huba. Spełni ona niesamowitą rolę w wychowaniu – Horacego ale o tym dalej.

HORACY

Horacy pojawił się u nas w domu w ostatnią niedzielę lutego 2012 i jest prawdziwym czarnym maine coonem. Jest on „hołdem dla Happy’ego” (Tribute to Happy) ponieważ Happy był niezwykle mądrym kotem a ze względu na pędzelki na uszach pewnie miał jakaś cząstkę rasowego kota, pewnie maine coona. Po stracie Happy’ego marzyłam o prawdziwym rasowy kocie ale nie przypuszczałam, ze to marzenie się tak szybko spełni. Pojechaliśmy na Wystawę Kotów Rasowych. Obeszliśmy wiele klatek ale cały czas szukałam czarnych kociaków no i znalazłam. Jeden był cały czarny. Hodowczyni chciała mi dać go potrzymać, wzbraniałam się bo w domu przecież było 7 kotów ale Paweł mówi : no weź, potrzymaj i juz sie pyta : Ile ten kotek kosztuje?. No i wróciliśmy z nim do domu. Na imię miał nomen omen Horacy co z sentencją „Nie całkiem umrę” oznaczało, że był nam przeznaczony jako kolejne wcielenie Happy’ego.
Kocury przyjęły go z dystansem, Trinia z matczyną miłością, Huba, świeżo po sterylizacji – z wyraźną niechęcią. PO dwóch tygodniach syczenia i plucia Huba ku zdziwieniu wszystkich wyprodukowała mleko i zaczęła karmić Horacego.